W poszukiwaniu autorytetów ? panel dyskusyjny w Teatrze Powszechnym

2013.03.03

 

Tematem przewodnim tegorocznej, dziewiętnastej już edycji Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych są autorytety, ikony i idole. I właśnie te zagadnienia stanowiły oś panelu dyskusyjnego, który zgromadził w niedzielę 3 marca w Teatrze Powszechnym przedstawicieli świata teatru, sztuki i polityki.

 

Zaproszenie organizatorów przyjęli: poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska, aktorka i właścicielka prywatnego Teatru Polonia w Warszawie Krystyna Janda, wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ks. Adam Boniecki, reżyser teatralny i filmowy oraz dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy Jacek Głomb, aktor teatralny i filmowy związany z Nowym Teatrem w Warszawie Jacek Poniedziałek, Sławomir Pietras  - zasłużony działacz kultury, dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi, Warszawie i Poznaniu, a także Michał Kmiecik – dramatopisarz, reżyser teatralny i felietonista portalu e-teatr.pl. Dyskusję moderowała Katarzyna Janowska – dziennikarka, dyrektor TVP Kultura, związana z działem kulturalnym tygodnika „Polityka”.

 

Panel rozpoczęła próba znalezienia definicji autorytetu, a także pytanie, która postać jest godną naśladowania dla gości spotkania. Krystyna Janda stwierdziła, że autorytetami są dla niej wszyscy ludzie, których spotyka na swojej drodze i od których może się czegoś dowiedzieć. – Nauczyłam się słuchać ludzi, nawet tych, z którymi się nie zgadzam. Wynikają z tego tylko dobre rzeczy – oceniła wybitna aktorka i reżyserka. Jacek Poniedziałek rozdzielił dwie osobowości: autorytetu i mistrza. – Mistrza jest określić łatwiej, to człowiek niepowtarzalny, którego wszyscy chętnie podglądają. Dla mnie takim mistrzem był jeden z najwybitniejszych twórców teatralnych – może nawet światowych – Krystian Lupa - przyznał znany aktor. Poniedziałek dodał, że jako młody człowiek fascynował się postacią Mahatmy Gandhiego, co było po części spowodowane obowiązującą modą i tęsknotą za pokojowym zrywem.

 

Ks. Boniecki z kolei zauważył, że autorytet powinien posiadać wielką wiedzę i kompetencje, a także geniusz analizy i interpretacji, który daje mądrość. W Kościele wieloletni naczelny „Tygodnika Powszechnego” bardzo ceni kard. Josepha Ratzingera oraz Matkę Teresę, która była autorytetem dla samego Jana Pawła II. W świecie polityki ks. Boniecki podkreśla zasługi Tadeusza Mazowieckigo, ponieważ – jak określił to duchowny – „doszedł on do etapu niezwykłej mądrości”. Pierwszego, niekomunistycznego premiera III RP jako autorytet wskazała również poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska. Tadeusza Mazowieckiego łódzka parlamentarzystka zestawiła z dr. Markiem Edelmanem. – Można powiedzieć, że wszystko ich dzieliło, ale jednocześnie wszystko łączyło. Są to ludzie, którzy mnie kształtowali, przekazali mi coś, co mnie wzbogaca – przyznała poseł Śledzińska-Katarasińska.

 

Na praktyczny wymiar korzystania z autorytetów zwrócił uwagę Sławomir Pietras. W swojej wypowiedzi wskazywał na współuczestników panelu. – W dziedzinie teatru autorytetem jest dla mnie Krystyna Janda, która zagrała Marię Callas lepiej niż Callas grała samą siebie. W Kościele bardzo cenię sobie głos ks. Bonieckiego. Jeśli chodzi o politykę, to wiem, że w sprawach kultury właściwe jest zwrócić się do pani poseł Śledzińskiej-Katarasińskiej – mówił były dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi. Jacek Głomb ubolewał z kolei, że autorytetów we współczesnym świecie jest coraz mniej. – Tacy ludzie muszą żyć i zabierać głosy w najistotniejszych sprawach, bo takich ważnych głosów jest za mało – dodał.

 

Dalsza część panelu przerodziła się w gorącą dyskusję na temat kondycji polskiego teatru. Obok głosów krytycznych wobec zabiegów stosowanych na scenie przez współczesnych twórców znalazły się również opinie, że ostatnie lata to swoisty festiwal polskiego teatru. – Przede wszystkich trzeba szukać takich środków wyrazu, które ożywią sztukę. Gdyby nie eksperymenty, bylibyśmy nadal w epoce kamienia łupanego. Nie widzę kryzysu polskiego teatru i polskiej kultury. Owszem, zdarza się chłam czy chałtura, ale odbiorcy kultury stale się uczą i wiedzą, co dobre, kiedy nagrodzić czyjąś pracę owacją na stojąco. W mojej ocenie jest miejsce dla różnych teatrów, ale musi być szacunek dla tworzywa – zdiagnozowała Iwona Śledzińska-Katarasińska.



« Wróć