Szanowny Wyborco - tym razem "dzwonię" ja

2011.07.08

Środowiska, które przygotowały i przyniosły do Sejmu tzw obywatelski projekt ustawy całkowicie zabraniający aborcji namawiały swoich zwolenników do akcji "zadzwoń do posła". Chodziło o to, by zmusić adresatów telefonów do poparcia ustawy. Przyznaję - do mnie nikt nie zadzwonił, ale śląc tysiące apeli w zamian unieruchomiono mi skrzynkę e-mailową, co sparaliżowało pracę biura poselskiego.

 

Nie zastosowałam się do oczekiwań. Głosowałam za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu pewna, że czynię słusznie, dobrze i w szeroko rozumianym interesie publicznym. Obecnie obowiązująca ustawa nie w pełni mnie satysfakcjonuje. A już jej realizacja - ani trochę. Tylko hipokryta może twierdzić, że w Polsce nie ma podziemia aborcyjnego, że w szkołach prowadzi się edukację seksualną, a antykoncepcja jest powszechnie znana i dostępna. Ale ta ustawa jest efektem kompromisu zawartego bez mała 10 lat temu przy pełnej akceptacji Kościoła i na pewno przyczyniła się do zerwania z przekonaniem, że "aborcja to nic takiego, ot najbardziej >skuteczna< metoda unikania niepożądanej ciąży". Z czymś takim nikt dziś w Polsce nie może się zgodzić. Ja też nie. Tak zresztą skonstruowana ustawa nikogo nie zmusza do skorzystania z jej zapisów, ale daje szanse wyboru - często dramatycznego wyboru: zdrowie i życie matki czy jej kosztem życie płodu. Daje też szanse zgwałconym, bądź posiadającym wiedzę że urodzi się dziecko o tak nieodwracalnych wadach genetycznych, że ma ono bliskie zeru szanse przeżycia i rozwoju. Dla jasności - wiemy, że takie dzieci przychodzą na świat, bo większość kobiet dokonując wyboru zawsze daje szanse dziecku.

 

Nowy projekt zakazując aborcji zawsze i wszędzie po prostu obraża kobiety. Odmawia im wyrażenia woli i pogłębia oceany hipokryzji. Dodatkowo zakazuje badań prenatalnych, a przecież to dzięki nim udaje się dziś wyleczyć setki nienarodzonych. Eliminuje jakąkolwiek edukację seksualną i zwalnia szkoły z obowiązku specjalnej troski o ciężarne uczennice. Wszystko to pod szczytnymi hasłami obrony życia. Mam ochotę zapytać autorów - czy państwo (bo prawa ustanawia państwo) może regulować kwestie ludzkiego sumienia? I czy nie jest tak - im  więcej zakazów, tym więcej okazji do ich łamania?


« Wróć