Teatr - to znaczy?

2011.03.07

Rozpoczęła się XVII edycja Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Podczas niedzielnego spektaklu „Naszej klasy” Tadeusza Słobodzianka w wykonaniu warszawskiego Teatru na Woli sala i foyer budynku przy ul. Legionów dosłownie „pękały w szwach”. Tłum młodzieży do ostatniej chwili oblegał kasę licząc na wejściówki a szczęśliwi posiadacze takowych ciągle mieli nadzieję, że grypa dokona spustoszenia wśród legalnych posiadaczy biletów i znajdzie się jakieś miejsce siedzące.

 

To prawda - działo się to z okazji przedstawienia wybitnego, ale też gorzkiego i momentami okrutnego. Co najważniejsze, był to spektakl dotykający tematu ciągle obecnego w naszej publicznej debacie – bo któż pozostaje obojętny na rozrachunki z polsko-żydowską przeszłością z okresu przed, w trakcie i po II Wojnie Światowej. A Tadeusz Słobodzianek w swojej sztuce nie osądza tylko pokazuje.

 

Piszę to wszystko nie dlatego, by odbierać chleb recenzentom. O nie! Aż takich ambicji nie mam. Piszę to, bo właśnie toczy się inna debata wywołana rządowym projektem zmian w ustawie o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Aktorzy i muzycy mówią tej ustawie VETO. Ich zdaniem jest to ustawa, która poprzez zmianę etatów na sezonowe kontrakty niszczy teatr i niszczy filharmonie. Nie odmawiając nikomu prawa do zabiegania o stabilność zatrudnienia pragnę jedynie przypomnieć, że teatr i filharmonia istnieją, gdy sztuka spotyka się z widzem i słuchaczem. Prawdziwa sztuka. A etaty bądź kontrakty są tu niestety kwestią wtórną. Taki zawód panie i panowie. Jak świat światem raczej wolny i „wędrowny”. W zamian towarzyszy mu uwielbienie, popularność i to „coś” czego nie doświadczy żaden, nawet najlepszy, urzędnik zatrudniony po kres swojej drogi zawodowej w jednej i tej samej instytucji.

 

Jakie będą losy ustawy? Dziś jeszcze nie wiem. Być może zwycięży punkt widzenia aktorów i muzyków. Tylko nie używajcie panie i panowie argumentów, że tym samym uratujemy teatry i filharmonie. Uratujemy wasz spokój. Czy to służy sztuce, widzom i słuchaczom? Mam wątpliwości. Ale może dla was jest to mniej ważne. Ostatecznie, zawsze jeszcze pozostają festiwale.


« Wróć